Forum
Zobacz co słychać na naszym forum>>>

Najnowsze tematy:

Dodaj zdjęcie
Dodaj zdjęcia z Małopolski >>>
Google+
Ładuję...
Data dodania lub aktualizacji: środa, 24 kwietnia 2013, 18:57:19
Autor: admin
Home » Menu Główne » Do poczytania » Różności » Wywiad: Anna Szałapak

Wywiad: Anna Szałapak

Rozmowa z Anną Szałapak* na temat tradycji i obchodzenia Świat Wielkanocnych.

  

Katarzyna Nowak: Często jeździsz po świecie, a wiem, że jesteś tradycjonalistką. Wielkanoc w innym kraju chyba nie sprawiała Ci przyjemności?

Anna Szałapak: To prawda, jestem przywiązana do tradycji i święta lubię spędzać w domu. Zdarzyło mi się może dwa, trzy razy wyjechać w tym czasie na narty, ale zawsze było mi czegoś żal Jestem krakowianką i wielką przyjemność sprawia mi uczestniczenie w naszych obrzędach, a może nawet reliktach obrzędów, z których znaczenia często nie zdajemy sobie sprawy, a niektóre może już na zawsze pozostaną dla nas tajemnicą.

KN: Jaki był Twój rodziny dom?

AS: Dom mieszczański na Krowodrzy, przy ulicy Mazowieckiej. Tą ulicą biegł kiedyś, we wczesnym średniowieczu, bardzo ważny trakt królewski. Krowodrza do 1910 roku administracyjnie była bardzo rozległą i zamożną wsią. Dumni krowodrzanie, chcąc zachować swoją odrębność, długo nie chcieli połączyć sie z miastem. Dzielnica ciekawa, malownicza, której dawni mieszkańcy – ogrodnicy - trudnili się głównie dostarczaniem produktów rolnych miastu. Ale mieszkali tam też rzemieślnicy – murarze, słynni szopkarze krakowscy, urzędnicy, profesorowie uniwersyteccy, a nawet Helena Modrzejewska zleciła wybudowanie sobie tam letniej rezydencji nad rzeczka Młynówką. Prababka moja Maria Ogińska była dyplomowaną położną, pradziadek Wojciech Ogiński, przybyłym z zaboru rosyjskiego, maszynistą kolejowym. Po jego śmierci Maria wyszła za mąż za Filipa Jankowskiego – właściciela dużego sklepu na Krowodrzy, który później prowadziła też moja babka Janina. Wraz z dziadkiem, przybyłym ze Śródmieścia urzędnikiem i handlowcem, Jozefem Kulikiem należeli do Kongregacji Kupieckiej. Ojciec mój był przybyłym z Osiedla Oficerskiego inżynierem, a mama moja urodzona krowodrzanka jest ciągle czynnym architektem. Dziadkowie przywiązywali ogromna wagę do obchodu świat. Mama moja do dzisiaj z godnym podziwu zaangażowaniem pielęgnuje tradycje świąteczne, szczególnie w zakresie kulinarnym.

KN: Jak zatem wyglądały święta wielkanocne u Ogińskich, Jankowskich, Kulików i Szałapaków na Krowodrzy?

AS:  W Wielki Piątek post. Jak mówi moja mama: „należało ograniczyć się do trzech posiłków!”  . Na śniadanie chleb i czarna kawa. Prawdziwa. Innej sie u nas nie piło. Natomiast cały dzień unikało sie mleka. Na obiad śledź w śmietanie, jajko na twardo i ziemniaki pieczone w łupinkach okraszone surowym masłem. Uwielbiam to danie do dzisiaj. Na kolację chleb z białym serem i herbata. Dziadek w tym dniu odmawiał sobie  palenia papierosów. Pamiętam z dzieciństwa, że tak na prawdę umartwiała sie tylko nasza niania Helcia. Ona z własnej i nie przymuszonej woli przez cały dzień nie jadła nic, a piła tylko wodę. Pochodziła z Czasławia koło Dobczyc, a tam tak właśnie wyglądał post.

Wielka Sobota- dzień ciszy. Cały dzień można odwiedzać grób Chrystusa w kościołach. Aż do zmroku, do rezurekcji, czyli mszy wigilii Paschalnej. Towarzyszy temu nastrój wielkiej tajemnicy. Pamiętam, gdy byłam małą dziewczynką wielkie wrażenie robiła na mnie tonąca w kwiatach hortensji grota z umieszczonym w niej ciałem Chrystusa. A w domach fantastyczna atmosfera przygotowywania święconego. Przed II wojną światową około południa do domu przychodził ksiądz, aby poświęcić pokarmy. Księdza zapraszało sie do stołu, a potem można było już delikatnie ucztować. I dzisiaj po poświeceniu pokarmów także można je już kosztować. Uwielbiam ten moment. Czuję ich jakiś nadzwyczajny smak.

KN: Zauważyłam, że zawartość koszyczka zmienia się z latami…

AS: Bardzo lubię chodzić z koszyczkiem do święcenia. Z ciekawością obserwuję zmieniające się i w tej dziedzinie mody. Na szczęście ciągle poczesne miejsce w koszyczku zajmują jajka.  Malowane, pisane, kraszone – nazwy pochodzą od rodzaju techniki użytej do ich zdobienia. Ja sama gotuję jaja w łupinach z cebuli. Nabierają pięknego złotego koloru. Czasem, jak dopisze mi fantazja wykonam jakiś ornament zwykłymi kolorowymi pisakami. Na honorowym miejscu w każdym koszyczku zasiada baranek – symbol Zbawiciela. Widuję baranki z cukru, ciasta, gipsu, a niekiedy choć już bardzo rzadko z masła. Skład tradycyjnego święconego zmienia się, a właściwie stale  powiększa. Wynika to z chęci święcenia potraw, które w danym czasie nalezą do największych rarytasów. Stąd w okresie ciężkiego komunistycznego kryzysu dużym powodzeniem cieszyły się pomarańcze i mandarynki..

KN: To zdaje się bardzo stary zwyczaj? Ale czy tylko u nas?

AS: Święcenie pokarmów w chrześcijańskiej kulturze znane jest tylko u Słowian. Rozpoczynające się w Niedzielę Palmową i kończące we wtorek po Wielkanocy zwyczaje i obrzędy łączą w sobie bardzo stare tradycje wywodzące sie jeszcze z okresu pogaństwa. U pogan przypadało na ten okres święto zwycięstwa wiosny i wiosenne Zaduszki. Wkraczające chrześcijaństwo zaadaptowało niektóre obyczaje, nadając im nowe znaczenie. Święcone wywodzi się z prastarych obiat ku czci zmarłych. Może dzisiaj trudno sobie to wyobrazić, ale nasi przedchrześcijańscy przodkowie przychodzili z potrawami na groby swych bliskich, aby wzmocnić ich dusze. Najważniejszą strawą było jajko – symbol odradzającego się życia. Także chleb, sól i chrzan – symbol siły.  Z rozrzewnieniem obserwuję na Rynku Głównym w Krakowie coroczny pochód dorosłych i dzieci z koszyczkami ozdobionymi bukszpanem, z powiewającymi na wietrze koronkowymi serwetkami przykrywającymi ich bezcenną zawartość.

KN: Wróćmy do Twojego domu…

AS: Wielka Niedziela..  Po Wielkiej Nocy, kiedy Chrystus zmartwychwstał wesoły dzień nam nastał. Nic nie trzeba robić. Wszystko przygotowane. Tylko zasiąść do stołu i biesiadować. Śniadanie wielkanocne nie ma sobie równego. Przede wszystkim tradycyjnie zasiadamy do niego dopiero około południa.  Po złożeniu sobie życzeń, dzieląc się święconym jajkiem, raczymy się przysmakiem dziadka Kulika.

KN: Właśnie! Jakie potrawy pojawiają się na Twoim stole? Przysmak dziadka Kulika brzmi smakowicie…

AS: Jest to pięknie wypieczona, w starej bodaj dziewiętnastowiecznej formie, babka drożdżowa smarowana masłem, z szynką i z chrzanem. O tym przysmaku dziadka babcia Kulikowa zwykła  mówić, że to grzech rozpusty. Dalej idą pasztety, szynka gotowana z kością, chrzan... I gdy tak miło mijają chwile okazuje się, że już pora na obiad. Mama opowiadała, że przed wojną najelegantszy był indyk pieczony, podawany z brusznicami i jarzynową sałatką francuską i sałatą zielona ze śmietaną. Zgodnie z tradycją nie jadło się ziemniaków, bo te trzeba świeżo gotować, a to już praca, którą nie wolno sie zhańbić w tak wielkie święto. Główne desery wielkanocne to mazurki i serniki. Pamiętam, że  kiedyś mama przygotowywała paschę białogwardzisty wedle przepisu od przyjaciółki pochodzącej ze wschodu. Przepis ten był bardzo skomplikowany, a proces powstawania specjału niezwykle czasochłonny. A mój ojciec nie wiedząc o co chodzi… umył sobie ręce nad  półproduktem...

KN: A lany poniedziałek? Tego dnia nie lubię. Staram się nie wychodzić z domu…

AS: Za powagę Wielkiej Niedzieli odwet bierze poniedziałek. Zwyczaj oblewania sie nawzajem wodą ma zapewne związek z dawną magią deszczową. Dziadek mój skoro świt delikatnie polewał nas perfumami. Mam też raczej przykre wspomnienie, kiedy jakiejś szczególnie zimnej wiosny grupa młodych dżentelmenów wylała na mnie kilka wiader wody. Było to na Zwierzyńcu, kiedy szłam z wizyta do przyjaciół. Jak to sie mówi: nie było na mnie jednej suchej nitki. Brrr... 

Jestem przywiązana do tradycji, lubię te wszystkie przygotowania, zmagania i w ogólę magię świąt, chociaż z drugiej strony może to być też trudny czas. Na przykład, gdy za kimś tesknimy. Chcielibyś dzielić z kimś swoją radość, pójść na Emaus... a tej osoby już nie ma.

Często tak myślę o moich ukochanych dziadkach, Helci, Agnieszce Osieckiej, Piotrze Skrzyneckim...

Tę rozmowę o tradycjach - potrzebie ich podtrzymywania i pilęgnowania pragnę zakończyć głęboką myślą poety Zbigniewa Herberta:

„ Wszystko co dawne, godne szacunku jest bezbronne” .

Niech to będzie motto naszej rozmowy.

 

* krakowska piosenkarka od 1979 r. zwiazana z Piwnicą pod Baranami. Wykonawczyni utworów najsłynniejszych polskich poetów i kompozytorów: Agnieszki Osieckiej, Ewy Lipskiej, Czesława Miłosza, Zygmunta Koniecznego, Andrzeja Zaryckiego, Zbigniewa Preisnera, Jana Kantego Pawluśkiewicza. Przez Agnieszkę Osiecką zwana "Białym Aniołem".


źródło: Wywiad przeprowadziła zaprzyjaźniona z nami Katarzyna T. Nowak, http://katarzynanowak.art.pl/

Udostepnij na Facebooku
comments powered by Disqus
     

Nie przegap nowości na stronie!







 

 Zobacz jeszcze na: